Historia mojej pierwszej licytacji komorniczej

W ciągu kilku ostatnich lat nieraz słyszałem o aukcjach komorniczych. Z jednej strony jako o świetnym miejscu, żeby kupić tanio nieruchomość, z drugiej – potencjalnym problemie, gdy kupi się mieszkanie z lokatorem albo z innymi problemami.

Jako, że akceptuje trochę wyższe ryzyko niż lokata bankowa, postanowiłem spróbować. Na początku przejrzałem ogłoszenia na licytacje.komornik.pl, według informacji, które znalazłem w internecie – komornicy mają obowiązek zamieścić tam wszystkie obwieszczenia. Zapisałem się także na newsletter z najnowszymi ogłoszeniami.

Po pewnym czasie trafiła sie idealna nieruchomość. 27-metrowe mieszkanie na Warszawskiej Woli, 10 piętro bloku z widokiem na Pałac Kultury, 250m od stacji metra. Wycena: niecałe 190 tysięcy, cena wywoławcza 140 tysęcy. W tamtych okolicach nieruchomości zaczynają się od 9 tysięcy za metr a kończą na 20 więc uznałem, że to się musi udać!

Według informacji w ogłoszeniu – „W ciągu dwóch tygodni przed licytacją wolno oglądać nieruchomość (…) oraz przeglądać akta postępowania egzekucyjnego w Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Woli”. Półtora tygodnia byłem za granicą. Myślę sobie spoko! zostaną mi dwa dni przed licytacją, zdążę się wszystkiego dowiedzieć! Niestety w tzw międzyczasie jeden z pozostałych dwóch dni stał się świętem narodowym oraz dniem wolnym od pracy.

Ostatni dzień przed aukcją

Rano pojechałem do sądu na Kocjana, żeby dowiedzieć się więcej z akt postępowania. Niestety – Akta trzeba  zamówić conajmniej dzień wcześniej. Bogatszy o tę wiedzę, nie poddaje się i jadę pod adres kancelarii komorniczej – może komornik mi opowie coś więcej na temat mieszkania. Wcześniej wielokrotnie próbowałem się do niego dodzwonić, ale odpowiadała jedynie automatyczna sekretarka.

Kancelaria mieści się w bloku, dzwonię więc domofonem… Domofon milczy, wyświetlając „OFF”, co znaczy, że jest odłączony dla tego lokalu. W tym momencie zacząłem się martwić o to, czy kiedykolwiek zobaczę spowrotem swoje 19 tysięcy wadium.

Ostatnim przystankiem tego dnia była sama nieruchomość, którą zamierzałem kupić – jeżeli ktoś tam mieszka, to może chociaż będę miał okazję porozmawiać i dowiedzieć się czegoś więcej. Domofon nie odpowiada. Poczytałem to jako dobry znak, wolałbym nie kupować nieruchomości z lokatorem. A to, że jej nie zobaczę przed zakupem? No trudno – nawet jak jest do totalnego remontu to za tę cenę nie mam na co narzekać.

Podsumowanie:
– Nie wiem jak wygląda nieruchomość
– Nie wiem czy ktoś w niej mieszka
– Wiem, że mieszkanie to spółdzielczy lokal mieszkalny bez księgi wieczystej. Spółdzielnia potwierdziła, że księgę można wyrobić bo mają uregulowane prawo do gruntu. Tyle dobrego tego dnia :-)

 

Licytacja

9:00 Licytacja ma się odbyć w sali rozpraw, pod którą zebrało się niepokojąco wiele osób. Założyłem sobie, że będę licytował do 180 tysięcy ale wygląda na to, że nieruchomość jest tak atrakcyjna, że mam małe szanse na wygraną.

Licytacja musiała się odbyć na większej sali a i tak kilkanaście osób musiało stać. Na sali było ok 70 osób, w tym niecałe 50 jako uczestnicy[1]. Sędzia spisał wszystkich uczestników licytacji z dowodu osobistego, i mogliśmy zaczynać.

Licytacja wyglądała praktycznie tak samo jak można sobie wyobrażać na podstawie filmów.

  • Komornik: Cena wywoławcza to 140k, osoby licytujące proszę o podanie kwoty oraz imienia i nazwiska. Minimalna kwota przebicia to ~1900zł
  • Sala:
  • 140k…
  • 145k…
  • 150k..
  • 170k..
  • 180k.. (30 minut spisywania dowodów, a ja po minucie licytacji, właściwie mogę wracać do domu)
  • 190k..
  • 200k.
  • 225k
  • itd…

Ostatecznie licytację wygrała osoba oferująca 299 tysięcy dostając owacje od zgromadzonych osób. Jestem ciekaw czy udało się jej obejrzeć mieszkanie, przejrzeć akta i porozmawiać z komornikiem. Ciekawi mnie także, czy przy kwocie 11k PLN za metr jest jeszcze szansa zarobić na tym mieszkaniu.

Myślę, że jeszcze spróbuję swoich sił w licytacjach komorniczych, ale następnym razem zajmę się tematem trochę wcześniej :-)

Zwrot wadium dostałem po 2 dniach od licytacji.

 

Przypisy:
[1] 50 osób wpłaciło po 19 tyś, co daje 950 tysięcy na koncie komornika. Czy może tę kwotę wrzucić na lokatę? Jeżeli tak, to komornicy mogą sobie dorabiać całkiem niezłą kwotę co miesiąc!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *