Podsumowanie miesiąca – kwiecień 2019

Od wielu miesięcy nie miałam miesiąca z tak słabym wynikiem :). Zaledwie 2% w skali miesiąca. Przyznam, że czułam dość dużą gorycz i złość z tego powodu, jednak ostatecznie myślę, że nie ma tragedii.

W porównaniu do lokat i innych inwestycji to wciąż niezły wynik. Są miesiące lepsze i są miesiące gorsze. Stwierdziłam, że rozgrzeszam się z tego wyniku, ponieważ nie jestem algorytmem, żeby co miesiąc wyciągać równo 10% i powtarzać swój wynik z matematyczną precyzją tydzień w tydzień i miesiąc po miesiącu. Jestem traderką-człowiekiem i popełniam ludzkie błędy. Wciąż się uczę i doskonalę ;-).

Poniżej małe podsumowanie i analiza minionego miesiąca.

Co poszło nie tak?

Stoplossy na DAXie (Ger30Cash)

Mimo bardzo silnego trendu wzrostowego na Ger30Cash kilka razy dałam się złapać w łapanie spadających noży. Dałam się zwieść powszechnie znanemu wyciągaczowi pieniędzy z kieszeni – wiarze w to, że „po takim wzroście to już na 100% musi być korekta” ;-). Tutaj moja aspiracja, by trzymać pozycje przez tydzień wypaliła przeciwko mnie i skasowałam grube stoplossy.

Jest to o tyle przykre, że w każdym z tych przypadków słyszałam głosik w mojej głowie, który mi mówił, że to i tak zamknie się na stoplossie i że mój scenariusz się nie sprawdza. Jednak chciwość krzyczy o wiele głośniej niż szepcze zdrowy rozsądek ;-).

Wnioski:

  • Trzymanie pozycji przez tydzień? Świetny pomysł, ale zgodnie z trendem.
  • Trenowanie się w słuchaniu szeptu zdrowego rozsądku / intuicji i ignorowanie jazgotu chciwości ;-).
  • Ucinanie strat zanim wybije stoploss, jeśli ewidentnie nie ciągnie.
  • Korzystanie z powrotów do strefy zakupu, by ograniczyć straty zamiast karmić nimi swoją nadzieję i wiarę.

Chciwość

Od początku chciwość była moim największym wyzwaniem i przeszkodą w tradingu i mimo tego, że w dość dużym stopniu udaje mi się z nią pracować, wciąż jej radosne i pełne nadziei okrzyki potrafią wpłynąć na moje decyzje i spowodować straty. Przyzwyczajam się do średniego zysku z transakcji (100-300zł) i czuję się jakbym wychodziła z imprezy przed główną atrakcją, gdy chcę zamknąć transakcję poniżej tych widełek.

Wnioski:

  • Każdy zysk, nawet najmniejszy, jest lepszy od straty. Każda strata, nawet spora, jest lepsza od większej straty Małe regularne zyski, budują duży zysk miesięczny. Dużo regularnych strat go zjada. Zanim podejmę decyzję co dalej (zamykam, trzymam, dokładam) 5 minut na spokojne zastanowienie się – czy to co widzę na wykresie potwierdza moją tezę? Czy teraz bym powtórzyła otwarcie tej pozycji?
  • Praca nad większą otwartością i brakiem oczekiwań do każdej kolejnej transakcji. Branie tego co przynosi rynek bez grymaszenia, że tym razem za mało.

Lęk przed sukcesem, przekonania, które sabotują trading

Miesiąc zaczęłam od bardzo dobrej transakcji +210zł na funcie w jeden dzień. Przyznam, że to mnie onieśmieliło. Poza radością poczułam mocny strach. Czuję go nawet teraz gdy o tym piszę i wspominam.

W mojej głowie zaczęło się wyliczanie – jeśli co tydzień będę miała taki zysk to zgarnę 800zł w tym miesiącu. A jeśli będę miała 10 takich transakcji? 2000zł. Tym wizjom i projekcjom towarzyszy strach i chciwość. A strach i chciwość pociągnęły za sobą overtrading, głupie decyzje i ogromną stratę na DAX.

Co mi mówią te emocje? O czym to świadczy, że je odczuwam? Jest coś w mojej głowie, co mnie blokuje przed swobodnym zarabianiem na rynku. Ciągle mam w sobie jakieś nieprzepracowane przekonania, które mi mówią, że to są „zbyt łatwe pieniądze” czy „to mi się nie należy”.

Mimo tego, że pracuję nad tego typu przekonaniami już kilka miesięcy, nie opuszczają łatwo. To powoduje sprzeczność, a ona powoduje strach. CHCĘ żyć z tradingu – to jest moje pragnienie i cel do którego dążę. To mi pozwoli wieść styl życia jakiego pragnę (czas dla rodziny, swoboda tworzenia własnych projektów, wolność w postaci nie sprzedawania swojego życia za wypłatę).

Jednak z jakichś przyczyn nie chcę dać sobie szansy na to, by osiągać takie zyski już teraz. Myśl o tym powoduje strach. Niemal byłam świadoma tego, jak celowo podejmuję decyzje, które wygenerują straty (za grubo grałam na DAXie, robiłam overtrading), a jednak nie byłam w stanie podjąć innych – siła, która mnie do tego wiodła znajdowała się poza moją kontrolą.

To pokazuje, że ciągle kluczowa jest praca psychologiczna nad:

  • przekonaniami dotyczącymi pieniędzy i pracy
  • stosunkiem do osiągania zysków z rynków
  • stosunkiem do osiągnięcia wolności (od pracy 9-17)
  • stosunkiem do kumulowania zysków
  • tym jak sobie wyobrażam swoje życie i jak chcę pracować i jaką rolę chcę, żeby pełnił trading w moim życiu
  • co powoduje we mnie strach, gdy myślę o zyskach z rynku? Czego się boję?

Co dalej? Plany na maj 2019

Teraz mam otwartą pozycję na USDCHF, która generuje na moment obecny +125zł zysku. Gdy ją zamknę wypłacę zysk i odpocznę parę dni. W maju planuję grać kapitałem 4500zł (zgodnie z moim planem stopniowego zwiększania kapitału). Postaram się realizować wnioski z tego miesiąca i poprawić swój wynik.

Tydzień świąteczno-wielkanocny – lekki overtrading

W tym tygodniu trochę się przetradeowałam. Miałam dążyć do trzymania pozycji przez tydzień, w tym tygodniu to całkowicie nie wyszło. Miotałam się i zmieniałam zdanie, a zarobiłam podobnie jak wtedy, gdy robię 2-3 transakcje na tydzień.

Poniżej spis moich transakcji w tym tygodniu:

Transakcje w liczbach

Broker i rodzaj konta: XM micro real
Kapitał: 3000 PLN
Kapitał zaangażowany w tą transakcję: między 10 a 15 micro lotów czyli między ~1800 PLN a 2600 PLN
Oczekiwany zysk: 1000 PLN w tydzień
Faktyczny zysk: 267 PLN

Miotanie się na funcie zamiast zajęcia miejsca w wagoniku i cieszenia się z jazdy w dół

Najbardziej żal mi mojego miotania się na funcie. Jeszcze przed świętami otworzyłam pozycje na sell i mówiłam, że być może potrzymam ją po świętach aż dojdzie do poziomu 1.26…. (na tym poziomie ustawiłam take profit – widać to w poprzednim wpisie). Co prawda doszło do poziomu 1.286… więc trochę przesadziłam, jednak kierunek i skalę zasięgu ruchu prawidłowo oceniłam.

Żałuję, że nie siedziałam twardo i nie zebrałam całego tego ruchu tylko wchodziłam i wychodziłam tracąc po drodze naprawdę sporo zysku (widać na historii transakcji ile jest stratnych transakcji w tym tygodniu). Z drugiej strony prawda jest taka, że takie siedzenie długo w pozycji jest niezwykle trudne i miałam już też takie doświadczenia, że przesiedziałam pozycję i skasowałam swój zysk. To jest pole do zebrania większego doświadczenia i wyczucia kiedy mogę siedzieć, a kiedy czas wychodzić. Nad tym chcę się skupić w najbliższych miesiącach i nabrać komfortu trzymania pozycji tygodniami.

Myślę, że jest to też kwestia zbudowania większej wiary w swój osąd sytuacji i komfortu z raz podjętą decyzją. Aktualizowanie oceny sytuacji na podstawie wykresu to jedno, a powątpiewanie w słuszność swojego osądu i miotanie się to drugie. I to właśnie chcę i muszę przepracować jeśli chcę jeszcze mocniej poprawić swoje wyniki ;-) (a chcę bardzo).

Moje transakcje na funcie w tym tygodniu

Jak widać pierwsze wejście było trochę pośpieszone i wykosiło mnie na stoploss kasując -60 PLN. Trudno zdarza się, weszłam jeszcze raz, bo dalej uważałam że moja ocena jest poprawna i będziemy wychodzić z trójkąta (widocznego na D1 – zaznaczyłam go poniżej) dołem. To wejście było w bardzo dobrym momencie i przyniosło mi 308 PLN zysku.

Zamknęłam pozycję mimo, że uważałam, że dalej będzie jazda w dół. Po prostu chciałam zabezpieczyć zysk, zamknąć temat i mieć spokojną głowę. Następnego dnia miałam żal i poczucie utraconej szansy i weszłam ponownie – nawet w nienajgorszym momencie, ale wytrzepało mnie na stop lossie – ustawiłam go zbyt ciasno (objaw wątpięnia w swoją decyzję i miotania się). Później ładnie zjechało w dół, ale mnie już tam nie było :).

GBPUSD na następny tydzień – moja ocena

Korekta i dalsze spadki :). Zasięg korekty? Dołki, które wyznaczają podstawę trójkąta na D1. Do końca korekty nie będę raczej wchodzić na funta.

Pozostałe transakcje w tym tygodniu

Poza moim ulubionym funtem w tym tygodniu grałam też DAXa, USDCAD (jakieś nieporozumienie) i franka.

DAX – świece dniowe (D1)

Na DAXie od dłuższego czasu trwa ostry rajd w górę i przyznam, że już drugi raz dałam się wkręcić w łapanie spadających noży i polowanie na korekty tego ruchu w górę i dwa razy dostałam za to lekko po tyłku ;). Tzn. czas korekt całkiem niezły wyczuwałam, ale spodziewałam się o wiele większego zasięgu i rynek wracał do wzrostów zanim zdecydowałam się zamknąć pozycje ;-).

DAX – świece godzinne (H1)

Powyżej moje wyczyny „z bliska” czyli na świecach godzinnych. Nie wiem czy jest tu nad czym się rozpisywać ;-).

Ciekawa sytuacja na Franku

Natomiast na Franku do którego wcześniej się zraziłam jest całkiem interesująca sytuacja. Poniżej wykres miesięczny:

USDCHF – wykres miesięczny (MN)

Jak widać Franek w perspektywie miesięcznej doszedł do wielokrotnego punktu oporu. Z tego względu weszłam na sell i zamknęłam dzisiaj (piątek) z zyskiem +56 PLN. Uważam, że czeka nas całkiem solidny ruch w dół, więc zamierzam ponownie wejść na spadki po weekendzie. Uznałam, że czeka nas i tak korekta do poprzedniego punktu wsparcia i bez sensu, żeby przez weekend naliczały mi się swapy.

USDCHF – wykres godzinowy (H1)

Podsumowanie tygodnia – emocje i logika

Mimo tego, że było dużo miotania się w tym tygodniu jestem zadowolona zarówno emocjonalnie jak i racjonalnie. Wykręciłam zysk większy niż w poprzednich tygodniach. Starałam się zamykać pozycje wtedy gdy czułam, że chcę ją zamknąć (trening słuchania intuicji i odróżniania sygnału emocjonalnego od intuicyjnego). Myślę, że idę w dobrym kierunku i wierzę w dalszy rozwój swojego warsztatu traderskiego i osiągnięcie mojego celu (stanie się full time trader – wyciąganie ok 1-3k z rynku, a docelowo 4-6k miesięcznie).

Połowa tygodnia aktywnie na rynku, druga połowa na wyjeździe

Wróciliśmy z rodzinką z wyjazdu do Łodzi – okazał się pasmem nieszczęśliwych wypadków i niekorzystnych zbiegów okoliczności :D. Więc coś jednak jest w tej Łodzi, że sprowadza na ludzi (być może tylko niektórych?) niespodzianki. Pozdrawiam czytelników z Łodzi ;-).

Trading w tym tygodniu – GBPUSD na SELL

Do tego jeszcze jestem przeziębiona i telefon mi się zepsuł (w Łodzi oczywiście), więc warunki nie sprzyjały otwieraniu pozycji. Jednak dzięki mojemu bohaterskiemu mężowi, który wymienił mi ekran w telefonie wczoraj w zaledwie 30min (mistrz!) mogę wracać na rynek. (Większość czasu pozycje na rynku kontroluję z telefonu – przy małym dziecku tak jest mi najwygodniej – zajrzeć na spacerze, czy kiedy mam chwilkę i zobaczyć czy jest dobry czas na dokładkę albo wyjście).

Status pozycji – czwartek rano

W środę wieczorem uznałam, że kabel (GBPUSD) będzie wychodził z tego trójkąta, który się nam uformował dołem i otworzyłam sobie pozycję na sell. W czwartek przed południem już ładnie pociągnęło i mam +75PLN zysku, przy najbliższej korekcie w górę dołożę 2-4 loty. Spodziewam się, że z łatwością przebije tą linię oporu, którą wyznaczają dołki i jak widać take profit ustawiłam baaardzo nisko – jednak myślę, że już w piątek będę zamykać pozycję, chyba że uznam, że widoki są świetlane i lepiej trzymać.

Status pozycji – piątek wieczorem

Dołożyłam do pozycji jeszcze 4 loty pod koniec dnia w czwartek, w najlepszym momencie miałam nagrane ok +240zł. Zamknęłam dzisiaj (w piątek) późnym popołudniem z zyskiem +150zł. Pojawiły się wątpliwości i takie poczucie, że jednak lepiej zamknąć. W perspektywie kolejnego tygodnia, czy dwóch, ciągle myślę, że realna jest kontynuacja ruchu w dół. Wejdę w przyszłym tygodniu ponownie jeśli będę miała potwierdzenie lub będę szukała szczęścia na innym walorze. Chociaż muszę przyznać, że póki co funt jest jedynym walorem, który mi „płaci”. Jakoś łatwo mi na ten moment go wyczuć i jak idzie to konkretnie. A inne walory dotychczas drobiły mi w miejscu godzinami doprowadzając moje nerwy na skraj wytrzymałości ;-).

A tak wyglądają szczegóły tej transakcji z historii transakcji:

Transakcja w liczbach

Broker i rodzaj konta: XM micro real
Kapitał: 3000 PLN
Kapitał zaangażowany w tą transakcję: 14 micro lotów czyli ~2300 PLN
Oczekiwany zysk: 1000 PLN w dwa tygodnie
Faktyczny zysk: 145 PLN
Czas otwarcia pozycji: trzy dni (śr-pt)

Emocje, mysli i podsumowanie

W sferze emocji czuję niedosyt, ponieważ myślałam o większym zysku i ciągle widzę ten potencjalny długi ruch spadkowy. Mimo tego patrząc obiektywnie i racjonalnie myślę, że transakcja jest udana. Zyskowna, czysta, bez zbędnego szarpania się i stresu. Zysk % też bardzo przyzwoity ;-).

Wejścia raz na tydzień – podejście pierwsze

Pieniądze płyną od niecierpliwych do cierpliwych – czy aby na pewno?

Staram się rozwijać podejście zgodne ze znaną w świecie tradingu i inwestowania sentencją iż „Na rynkach kapitałowych pieniądze płyną od niecierpliwych do cierpliwych”. Po minionym tygodniu w którym wchodziłam 3-4 razy na rynek i za każdym razem gdy wychodziłam zniecierpliwiona, okazywało się, że mój scenariusz się sprawdził (tylko mnie już tam niestety nie było, by czerpać z niego zysk), postanowiłam spróbować jeszcze bardziej wydłużyć mój czas trzymania otwartych pozycji do tygodnia.

Warto tutaj nadmienić, że moja droga rozwoju warsztatu traderskiego na przestrzeni 5 lat biegła od gry na interwałach M1 do D1. Już samo to, że trzymam pozycję dzień, dwa, czy tydzień jest ogromną zmianą mojej mentalności, gdyż kiedyś ciężko mi było udźwignąć stres związany z byciem na rynku przez 5-30 minut.

W poniedziałek rano otworzyłam pozycję na DAXie (Ger30Cash) na spadki i spodziewałam się, że te spadki potrwają około tydzień. Spodziewałam się korekty ruchu wzrostowego do ok. 38% zniesienia fibo (podobny zasięg jak poprzednie korekty w trendzie) i tam też początkowo ustawiłam sobie take profity. Stop loss ustawiłam ponad szczytami z lekkim zapasem.

Transakcja w liczbach

Broker i rodzaj konta: XM micro real
Kapitał: 3000 PLN
Kapitał zaangażowany w tą transakcję: 0.8 micro lota czyli ~2000 PLN
Oczekiwany zysk: 800 PLN w tydzień
Faktyczny zysk: 80 PLN (przegapiony dołek i niewykorzystana szansa retestu poziomu wsparcia – do wzięła było 300-350zł)
Czas otwarcia pozycji: tydzień (pn-pt)

Pozycja dość szybko weszła na plus (po około połowie dnia w poniedziałek). Pod koniec dnia byłam już na plusie około 130zł więc czułąm się bardzo komfortowo z tą transakcją. Do końca dnia we wtorek miałam na transakcji 300-350zł zysku. Na H4 zaczęło mi to wyglądać podejrzanie i zaczęłam się zastanawiać nad zamknięciem pozycji.

Jednak mój trading plan zakładał trzymanie pozycji przez tydzień. Zastanawiałam się co mną kieruje, czemu chcę zamknąć przed czasem? Kolejna zasada, której staram się trzymać to „Szybko ucinaj straty, pozwól zyskom rosnąć”. Jak wszyscy wiemy, powodem dla którego ludzie nie zarabiają na rynkach walutowych jest strach i chciwość.

Strach, że stracą wypracowany już zysk, przez co zamykają transakcję na małym zysku i szybko ucinają zyski.
Chciwość, by odzyskać stracone pieniądze przez co przetrzymują straty i pozwalają im rosnąć.

Uznałam, że będę się trzymać trading planu i nie zamknęłam. Jednak coś mi nie dawało ciągle spokoju. O 23 we wtorek kładłam się już spać i nagle poczułam bardzo mocny impuls, żeby zamknąć już tą pozycję. Otworzyłam platformę na telefonie i patrzę +400zł, zaraz później +415zł… To uśpiło moją czujność (a jak się później ukazało był to idealnie najniższy punkt i największa kwota do wzięcia w tym ruchu) i uznałam racjonalnie, że przecież nie będę zamykać pozycji, która rośnie (wszak oczekiwałam zysku +800 PLN). Jednak wizualnie jak patrzyłam na wykres H4 wyglądało mi to na wyczerpanie ruchu i czułam, że dalej to już nie pociągnie.

Odłożyłam telefon. Jeszcze raz poczułam taki silny impuls żeby zamknąć tą pozycję i pomyślałam „przecież jutro jest środa, będzie odwrócenie ruchu i być może będę musiała trzymać tą pozycję 2 tygodnie, żeby doszło do poziomu, który założyłam. Poza tym przecież nikt nie powiedział, że ta świeca tygodniowa się nie odwróci i będzie na koniec tygodnia wzrostowa”. Mimo wszystko zignorowałam swoje obawy i postanowiłam się trzymać trading planu.

W środę faktycznie nastąpiło odwrócenie trendu i zysk na koniec dnia wynosił ok. 60zł. W czwartek był retest i było do wzięcia 350zł. Swoją drogą ciekawe jak doskonale wykres chodzi do poziomów Fibonacciego. Fibo, które widzicie na screenie przyłożyłam do wykresu na początku tygodnia. Rynek sam odbił się niemal idealnie od wsparcia na 23% zniesienia.

Ostatecznie przesunęłam sobie stoploss na +80 PLN, chociaż czułam już, że zamknie mi się na tym stoplossie i że straciłam dwie szanse na to, by wyciągnąć z tego ruchu sensowny zarobek.

Na kolejny tydzień spodziewam się ponownego testu poziomu na którym weszłam, a następnie albo przebicia i dalszego ruchu w górę (to obstawiam), albo ponownego spadku (raczej nie).

Wnioski

Umiejętność rozdzielenia intuicji i emocji

Coraz mocniej przekonuję się, że mam bardzo dobrą i trafną intuicję dotyczącą rynku. Problem jest taki, że ciężko jest odróżnić sygnał i niepokój płynący z intuicji od zwykłego strachu i chciwości, które wyciągaja ludziom pieniądze z kieszeni. Mimo tego widzę różnicę między tymi dwoma stanami i impulsami. Wierzę, że z czasem i uważną obserwacją siebie i swoich reakcji nauczę się lepiej wyodrębniać sygnały płynące z 3 sfer, które składają się na mój trading – rozum, emocje i intuicja.

Bezwzględne trzymanie się trading planu – stracone możliwości

Mimo tego, że mówi się wiele o tym, że należy trzymać się bezwzględnie trading planu, ja jednak widzę, że podejście oparte na elastyczności i nieustannym weryfikowaniu sytuacji na rynku przyniosłoby lepsze rezultaty. Myślę, że najlepsze co mogę zrobić, to codziennie wieczorem usiąść na chwilę do komputera, zapomnieć, że mam otwarte pozycje i zapytać siebie. Czy teraz weszłabym na spadek czy na wzrost? I adekwatnie zareagować w stosunku do moich otwartych pozycji – trzymać, dołożyć albo zamknąć i podziękować.

Przewidywanie zakresu ruchu – pułapka myślowa?

Z jednej strony przewidywanie zakresu ruchu i potencjalnego zysku ma korzyści. Pozwala mi nabrać odpowiedniej perspektywy do straty jaką jestem w stanie tolerować. Gdy spodziewam się +100zł zysku, -50zł na ruchu jest powodem do niepokoju i stresu i rozważania ucięcia natychmiast tej straty. Jednak gdy spodziewam się +800zł zysku, -50zł jest naturalną fluktuacją i nie ma powodu tracić sił życiowych na przejmowanie się tym. To pozwala przechodzić na wyższe kwoty bez dużego obciążenia emocjonalnego. Jeszcze nie dawno treningowo grałam kwotą 300zł i byłam przyzwyczajona do tolerowania strat rzędu 5-10zł i brania zysku 20-100zł. Po starym przyzwyczajeniu straty 50-100zł (przy zysku 100-500zł) powodują dyskomfort i stres dopóki się nie uświadomi, że gra się teraz z przemnożnikiem z powodu większego kapitału bazowego.

Jednak niestety druga strona medalu jest taka, że umysł czepia się tego co sobie wymyślił i zaciemnia to realny obraz sytuacji na rynku. Od środy do piątku kilka razy pytałam siebie, czy ja już tylko MAM NADZIEJĘ, że zasięg ruchu będzie tak duży jak sobie założyłam, czy naprawdę dalej w to wierzę, że tak będzie? Jednak nie byłam w stanie dotrzeć do odpowiedzi, bo miałam ciągle przed oczami to co założyłam na początku tygodnia.

Rozwiązanie tego problemu jakie teraz będę testować, to poza założeniem tego scenariusza najbardziej pożądanego stworzę w głowie jeszcze 2-4 inne scenariusze. Żeby pamiętać na poziomie umysłu, że wydarzyć się może o wiele więcej scenariuszy, niż ten na który najbardziej liczę zakłądając tą transakcję i mieć przed oczyma kilka opcji, a nie tylko tą jedną.

Interwał czasowy na którym teraz będę handlować

Będę dalej dążyć do trzymania pozycji 2-3 dni do tygodnia. Z mojego doświadczenia wynika, że takie podejście minimalizuje ryzyko i ogranicza znacznie straty.

Ogólna ocena tygodnia na rynku i transakcji

Emocje

Dominuje u mnie niestety niesmak i żal utraconych szans.

Rozum

Oceniając czysto obiektywnie i intelektualnie tą transakcję, nie mogę sobie nic zarzucić. Jest to transakcja zyskowna, skutecznie uniknęłam strat (mogłabym wierzyć w nieskończoność w realizację mojego scenariusza i przetrzymywać tą pozycję aż do pokaźnej straty – bardzo wiele osób tak robi i ja też kiedyś tak robiłam) oraz zabezpieczyłam sobie skromny zysk, który był zgodny z moją wysoką tolerancją ryzyka („dam jeszcze jedną szansę na restest tego zniesienia 23%, albo kasuje dla siebie tylko 80 PLN”). Zwrot z tej transakcji to 4% w tydzień, czyli więcej niż jakakolwiek lokata. Jestem zadowolona z siebie, że doszłam do momentu w którym nie nadwrężam kapitału (toleruję max 10% naruszenia kapitału) i skutecznie ograniczam ryzyko strat.

Plany na kolejny tydzień

Teraz nadchodzi weekend i wyjazd z rodziną z Warszawy. Gdy wrócę ocenię sytuację na rynku i poszukam dla siebie okazji. Postaram się znaleźć coś na 1-2 dni i wykręcić z tego kilka stówek zysku ;-). Spróbuję zastosować wnioski i przemyślenia z tego tygodnia oraz obserwować i rozróżniać sygnały, które wysyła mi rozum, emocje i intuicja.

Historia mojej pierwszej licytacji komorniczej

W ciągu kilku ostatnich lat nieraz słyszałem o aukcjach komorniczych. Z jednej strony jako o świetnym miejscu, żeby kupić tanio nieruchomość, z drugiej – potencjalnym problemie, gdy kupi się mieszkanie z lokatorem albo z innymi problemami.

Jako, że akceptuje trochę wyższe ryzyko niż lokata bankowa, postanowiłem spróbować. Na początku przejrzałem ogłoszenia na licytacje.komornik.pl, według informacji, które znalazłem w internecie – komornicy mają obowiązek zamieścić tam wszystkie obwieszczenia. Zapisałem się także na newsletter z najnowszymi ogłoszeniami.

Po pewnym czasie trafiła sie idealna nieruchomość. 27-metrowe mieszkanie na Warszawskiej Woli, 10 piętro bloku z widokiem na Pałac Kultury, 250m od stacji metra. Wycena: niecałe 190 tysięcy, cena wywoławcza 140 tysęcy. W tamtych okolicach nieruchomości zaczynają się od 9 tysięcy za metr a kończą na 20 więc uznałem, że to się musi udać!

Według informacji w ogłoszeniu – „W ciągu dwóch tygodni przed licytacją wolno oglądać nieruchomość (…) oraz przeglądać akta postępowania egzekucyjnego w Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Woli”. Półtora tygodnia byłem za granicą. Myślę sobie spoko! zostaną mi dwa dni przed licytacją, zdążę się wszystkiego dowiedzieć! Niestety w tzw międzyczasie jeden z pozostałych dwóch dni stał się świętem narodowym oraz dniem wolnym od pracy.

Ostatni dzień przed aukcją

Rano pojechałem do sądu na Kocjana, żeby dowiedzieć się więcej z akt postępowania. Niestety – Akta trzeba  zamówić conajmniej dzień wcześniej. Bogatszy o tę wiedzę, nie poddaje się i jadę pod adres kancelarii komorniczej – może komornik mi opowie coś więcej na temat mieszkania. Wcześniej wielokrotnie próbowałem się do niego dodzwonić, ale odpowiadała jedynie automatyczna sekretarka.

Kancelaria mieści się w bloku, dzwonię więc domofonem… Domofon milczy, wyświetlając „OFF”, co znaczy, że jest odłączony dla tego lokalu. W tym momencie zacząłem się martwić o to, czy kiedykolwiek zobaczę spowrotem swoje 19 tysięcy wadium.

Ostatnim przystankiem tego dnia była sama nieruchomość, którą zamierzałem kupić – jeżeli ktoś tam mieszka, to może chociaż będę miał okazję porozmawiać i dowiedzieć się czegoś więcej. Domofon nie odpowiada. Poczytałem to jako dobry znak, wolałbym nie kupować nieruchomości z lokatorem. A to, że jej nie zobaczę przed zakupem? No trudno – nawet jak jest do totalnego remontu to za tę cenę nie mam na co narzekać.

Podsumowanie:
– Nie wiem jak wygląda nieruchomość
– Nie wiem czy ktoś w niej mieszka
– Wiem, że mieszkanie to spółdzielczy lokal mieszkalny bez księgi wieczystej. Spółdzielnia potwierdziła, że księgę można wyrobić bo mają uregulowane prawo do gruntu. Tyle dobrego tego dnia :-)

 

Licytacja

9:00 Licytacja ma się odbyć w sali rozpraw, pod którą zebrało się niepokojąco wiele osób. Założyłem sobie, że będę licytował do 180 tysięcy ale wygląda na to, że nieruchomość jest tak atrakcyjna, że mam małe szanse na wygraną.

Licytacja musiała się odbyć na większej sali a i tak kilkanaście osób musiało stać. Na sali było ok 70 osób, w tym niecałe 50 jako uczestnicy[1]. Sędzia spisał wszystkich uczestników licytacji z dowodu osobistego, i mogliśmy zaczynać.

Licytacja wyglądała praktycznie tak samo jak można sobie wyobrażać na podstawie filmów.

  • Komornik: Cena wywoławcza to 140k, osoby licytujące proszę o podanie kwoty oraz imienia i nazwiska. Minimalna kwota przebicia to ~1900zł
  • Sala:
  • 140k…
  • 145k…
  • 150k..
  • 170k..
  • 180k.. (30 minut spisywania dowodów, a ja po minucie licytacji, właściwie mogę wracać do domu)
  • 190k..
  • 200k.
  • 225k
  • itd…

Ostatecznie licytację wygrała osoba oferująca 299 tysięcy dostając owacje od zgromadzonych osób. Jestem ciekaw czy udało się jej obejrzeć mieszkanie, przejrzeć akta i porozmawiać z komornikiem. Ciekawi mnie także, czy przy kwocie 11k PLN za metr jest jeszcze szansa zarobić na tym mieszkaniu.

Myślę, że jeszcze spróbuję swoich sił w licytacjach komorniczych, ale następnym razem zajmę się tematem trochę wcześniej :-)

Zwrot wadium dostałem po 2 dniach od licytacji.

 

Przypisy:
[1] 50 osób wpłaciło po 19 tyś, co daje 950 tysięcy na koncie komornika. Czy może tę kwotę wrzucić na lokatę? Jeżeli tak, to komornicy mogą sobie dorabiać całkiem niezłą kwotę co miesiąc!